środa, 24 października 2012

Czas na łazienkę...

Szybciej niz sie spodziewalam i napewno szybciej niz planowalismy, ale jest okazja zeby zrobic, wiec robimy - ta lazienke :-)

Ogolnie to zmienilam zdanie chyba do wszystkiego co poczatkowo planowalam. I to nie tylko w lazience, bo w niedziele zamowilismy lozko, i absolutnie nie jest to lozko ktore poczatkowo wybralam. Malo tego, bo przeciez priorytem mial byc schowek pod lozkiem...hmm no schowka nie bedzie;-) Ale nie o tym mialo byc.

Lazienka. Bedzie dekor z mozaiki, o takiej:
Beda halogeny nad lustrem, a lustro-cabinet, ktore zostalo zakupione juz miesiac temu ale niestety jakosc jego odbiegala od naszych wyobrazen, zostanie zastapione plaskim lustrem wbudowanym w plytki.
Wanna, ktora orginalnie miala miec tylko plastikowa obudowe (angielski standard) bedzie zabudowana plytkami.

Plytki na podloge koniec koncow sa biale, w delikatne srebrno-szare paseczki.
Brakuje tylko jakis polek, lub szafek na lazienkowe bibeloty, wiec dzis na szybko Ikea :-)
Zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie, za jakies 10 dni.


Na chwile obecna lazienka wyglada tak:

 


Dla rownowagi, jest jedno miejsce w naszym nowym mieszkanku, gdzie jest czysto, schludnie i nie przypomina ono placu budowy -pokoj Pauli.

Brakuje kilku drobiazgow, biurka i kolorow na scianach, ale wszystko w swoim czasie.

I na koniec, jakze mily dla oka, przepiekny widok zachodzacego slonca, uchwycony z okna sypialni...

środa, 17 października 2012

Chwilowy przestoj...

Narazie cisza na froncie :-) Delektujemy sie spokojem, wolnymi wieczorami i jako-takim brakiem balaganu... Prawdopodobnie nie na dlugo, bo od weekendu zabieramy sie za lazienke. Calkiem przypadkiem trafil sie tata kolegi, ktory podejmie sie tego zadania. Powinnam sie cieszyc, a jednak bardziej przeraza mnie kolejna porcja "wszedzienoszacegosie" kurzu. Nie, zeby go teraz nie bylo... jest, a jakze, pojawia sie blyskawicznie po przetarciu blatow, kuchenki, stolu czy podlogi;   
Tylko, ze napewno bedzie go o wiele wiecej :-(
Remont=kurz i balagan. Przyjemnosc z wyremontowanego mieszkania przychodzi duzo pozniej.
Na pocieszenie zamowilam wlasnie meble do salonu! Od kilku miesiecy mialam juz upatrzone biale meble, a jednak po 'oswojeniu' sie z mieszkaniem stwierdzilam, ze cale biale moze niekoniecznie ;-)
Ostatecznie zdecydowalam sie na te:

Meble z kolekcji BRW.
 
 
Bedzie szafka pod tv, komoda i mniejsza szafka/witrynka.
 
Nie pogardzilabym rowniez widocznym na zdjeciu kolorem scian :-)
Ale to, jak juz wspominalam, bedzie musialo poczekac...
 
 
Chwalilam sie juz, ze znamy dzien dostawy naroznika???
3 Listopada ma byc dowieziony!!! Nareszcie bedzie mozna rozsiasc sie wygodnie...po cichutku licze na to, ze do tego czasu meble tez juz beda i w koncu to miejsce zacznie przypomnac salon:-)


poniedziałek, 8 października 2012

Powoli widac swiatelko w tunelu...

To byl baaardzo pracowity tydzien.
Przez ostatnie dni chodzilismy spac ok. 2 nad ranem i wstawalismy do pracy o 6.30, ale widoczne efekty ciezkiej pracy dodaja nam sil.

Podloga w kuchni i na korytarzu jest juz skonczona:-).
Brakuje tylko tzw. kosmetycznych wykonczen.

No i w koncu podlaczylismy komputer, wiec moge wstawic obiecane zdjecia.
Oto w wielkim skrocie historia ubieglego tygodnia;-)

Etap 1 - piekne, czysciutkie mieszkanko po odebraniu kluczy:


Etap 2 - prace ruszyly pelna para:



Etap 3 - skonczone czy nie, trzeba bylo sie wprowadzac:

 

Etap 4 - walka z rozkladaniem szafy w sypialni, na ktorej prawie poleglismy i zlozony stol:



I Etap 5 - moj ulubiony:-) - prawie skonczone, a co najwazniejsze -jest czysto!!!

 
 






Jako bonus dorzuce jeszcze zdjecie lazienki jako centrum prac budowlanych i zaraz po przywroceniu jej do stanu wyjsciowego:


   Nie mialam jeszcze chwili dla siebie, zeby usiasc wygodnie i 'poczuc' to mieszkanie (pomijajac, ze nie bardzo bylo na czym usiasc;-)...
   Najbardziej chyba zapoznalam sie z kuchnia, ale wciaz sie docieramy.
Brakuje mi miejsca w szafkach, nie potrafie sie zorganizowac z praca na blatach, ucze sie gotowac na plycie elektrycznej...hmm same minusy?
Niee, to wszystko drobiazgi, z czasem nie bede na to zwaracac uwagi.
Lubie wyglad kuchni, a zwlaszcza kocham moje diamentowe plytki :-)

Mozna powiedziec, ze podstawa mieszkania jest juz gotowa... no moze za wyjatkiem lazienki, ale jakos nie spieszy mi sie do kolejnych prac remontowych...

środa, 3 października 2012

A mialo byc tak fajnie....

Przeprowadzka to nic przyjemnego!!!
Jesli jeszcze do tego dochodzi remont w nowym miejscu i generalne sprzatanie w starym i malo rak do pomocy, to wtedy juz jest bardzo nieprzyjemnie.
Ale dalismy rade. Najgorsze za nami :-)
Zaczne jednak od poczatku...

W piatek 'wlasnorecznie' wraz z corka skladalysmy meble do jej pokoju. Paula dzielnie pomagala, wiec jest teraz mistrzynia w czytaniu instrukcji montazu ;-)
W miedzyczasie nasz dom zmienil sie w miejsce budowy i w niczym nie przypominal pieknego, nowiutkiego mieszkanka ktore odebralismy zaledwie 2 dni temu!
Gdybym nie widziala tego na wlasne oczy, to chyba bym nie uwierzyla...zdjec narazie niestety nie moge wstawic, poniewaz dostep do internetu mam tylko w pracy.

Sobota od rana do nocy minela na pakowaniu starego domu i ostatecznych porzadkach (do tego zalicza sie tez malowanie ;-). Ogrom kartonow, walizek, toreb itp. troche mnie przerazil.... gdzie my to wszystko pomiescimy w nowym mieszkaniu?????

Niedziela -czas na przeprowadzke!
Chcialoby sie powiedziec, ze nie bylo tak zle... ale to tylko dlatego, ze ja osobiscie nie musialam dzwigac zadnych rzeczy :-) Chlopcy jednak odwalili kawal dobrej roboty.
Skonczylismy przewozic o 23, do 1 w nocy udalo nam sie zorganizowac miejsce do spania.  Bylam tak zmeczona, ze kompletnie nie pamietam pierwszego snu na nowym miejscu, ale pamietam, ze spalo sie calkiem dobrze.

Poniedzialek.
Tyle rzeczy do zrobienia, a my musielismy jechac na stare mieszkanie wypastowac podloge i dokonczyc sprzatanie. Przy okazji jeszcze mnostwo zapomnianych drobiazgow - a to antene odkrecic, a to zamrazalke oproznic! i wyczyscic... i smieci, smieci, niezliczone worki smieci.
 2 godzinki zlecialy niewiadomo kiedy. O 14 oddalismy klucze i tak zakonczyl sie pewien etap naszego zycia. Spedzilismy w tym domu 6 lat...

Jak juz w koncu dotarlismy do mieszkania, zabralismy sie za skrecanie naszej szafy do sypialni. Udalo nam sie zrobic caly szkielet z polkami ale zabraklo czasu na cokolwiek innego i pierwsza domowa kolacja odbyla sie na podlodze;-)

Wtorek.
Moj ostatni wolny dzien.
Wciaz wszystko jest w kartonach, a kartony w roznych czesciach mieszkania i znalezienie czegokolwiek graniczy z cudem.
Ten dzien jednak uwazam za owocny, bo w koncu rozpakowalam kuchenne rzeczy. Troche tego bylo, ale co ciekawe na podlodze w salonie nie widac zbytnio ubytku kartonow :-)
Wyszorowalam podloge, a raczej istniejaca czesc podlogi  i nareszcie moglam zobaczyc jak wyglada. Plytki 'wow' w kuchni prezentuja sie wspaniale! Panele w salonie sa dokladnie takie jak chcialam, korytarz tez wyglada fajnie.
Okazalo sie, ze zabraklo nam kilku plytek i kilku paneli i trzeba bedzie domowic :-/.
Brakuje jeszcze tych kilku plytek do polozenia, fug, listw przysciennych, listw laczeniowych i doglebnego szorowania...
Remont w lazience narazie odchodzi w zapomnienie, z prostych przyczyn finansowych. Ten sam los spotkal meble do salonu i lozko do sypialni :-(

Udalo mi sie nawet ugotowac pierwszy obiad! Co prawda wciaz nie bylo go przy czym zjesc, ale chociaz podloga byla czysta ;-)

Reasumujac :-) - powolutku oswajamy sie z mieszkaniem. Czuje sie juz bardziej jak w domu, bo pierwszego dnia mialam wrazenie, ze jestem gdzies w hotelu.
Jeszcze duzo pracy, energii i pieniazkow trzeba bedzie wlozyc, ale jestem pewna ze efekt koncowy bedzie wart tej ceny.