środa, 3 października 2012

A mialo byc tak fajnie....

Przeprowadzka to nic przyjemnego!!!
Jesli jeszcze do tego dochodzi remont w nowym miejscu i generalne sprzatanie w starym i malo rak do pomocy, to wtedy juz jest bardzo nieprzyjemnie.
Ale dalismy rade. Najgorsze za nami :-)
Zaczne jednak od poczatku...

W piatek 'wlasnorecznie' wraz z corka skladalysmy meble do jej pokoju. Paula dzielnie pomagala, wiec jest teraz mistrzynia w czytaniu instrukcji montazu ;-)
W miedzyczasie nasz dom zmienil sie w miejsce budowy i w niczym nie przypominal pieknego, nowiutkiego mieszkanka ktore odebralismy zaledwie 2 dni temu!
Gdybym nie widziala tego na wlasne oczy, to chyba bym nie uwierzyla...zdjec narazie niestety nie moge wstawic, poniewaz dostep do internetu mam tylko w pracy.

Sobota od rana do nocy minela na pakowaniu starego domu i ostatecznych porzadkach (do tego zalicza sie tez malowanie ;-). Ogrom kartonow, walizek, toreb itp. troche mnie przerazil.... gdzie my to wszystko pomiescimy w nowym mieszkaniu?????

Niedziela -czas na przeprowadzke!
Chcialoby sie powiedziec, ze nie bylo tak zle... ale to tylko dlatego, ze ja osobiscie nie musialam dzwigac zadnych rzeczy :-) Chlopcy jednak odwalili kawal dobrej roboty.
Skonczylismy przewozic o 23, do 1 w nocy udalo nam sie zorganizowac miejsce do spania.  Bylam tak zmeczona, ze kompletnie nie pamietam pierwszego snu na nowym miejscu, ale pamietam, ze spalo sie calkiem dobrze.

Poniedzialek.
Tyle rzeczy do zrobienia, a my musielismy jechac na stare mieszkanie wypastowac podloge i dokonczyc sprzatanie. Przy okazji jeszcze mnostwo zapomnianych drobiazgow - a to antene odkrecic, a to zamrazalke oproznic! i wyczyscic... i smieci, smieci, niezliczone worki smieci.
 2 godzinki zlecialy niewiadomo kiedy. O 14 oddalismy klucze i tak zakonczyl sie pewien etap naszego zycia. Spedzilismy w tym domu 6 lat...

Jak juz w koncu dotarlismy do mieszkania, zabralismy sie za skrecanie naszej szafy do sypialni. Udalo nam sie zrobic caly szkielet z polkami ale zabraklo czasu na cokolwiek innego i pierwsza domowa kolacja odbyla sie na podlodze;-)

Wtorek.
Moj ostatni wolny dzien.
Wciaz wszystko jest w kartonach, a kartony w roznych czesciach mieszkania i znalezienie czegokolwiek graniczy z cudem.
Ten dzien jednak uwazam za owocny, bo w koncu rozpakowalam kuchenne rzeczy. Troche tego bylo, ale co ciekawe na podlodze w salonie nie widac zbytnio ubytku kartonow :-)
Wyszorowalam podloge, a raczej istniejaca czesc podlogi  i nareszcie moglam zobaczyc jak wyglada. Plytki 'wow' w kuchni prezentuja sie wspaniale! Panele w salonie sa dokladnie takie jak chcialam, korytarz tez wyglada fajnie.
Okazalo sie, ze zabraklo nam kilku plytek i kilku paneli i trzeba bedzie domowic :-/.
Brakuje jeszcze tych kilku plytek do polozenia, fug, listw przysciennych, listw laczeniowych i doglebnego szorowania...
Remont w lazience narazie odchodzi w zapomnienie, z prostych przyczyn finansowych. Ten sam los spotkal meble do salonu i lozko do sypialni :-(

Udalo mi sie nawet ugotowac pierwszy obiad! Co prawda wciaz nie bylo go przy czym zjesc, ale chociaz podloga byla czysta ;-)

Reasumujac :-) - powolutku oswajamy sie z mieszkaniem. Czuje sie juz bardziej jak w domu, bo pierwszego dnia mialam wrazenie, ze jestem gdzies w hotelu.
Jeszcze duzo pracy, energii i pieniazkow trzeba bedzie wlozyc, ale jestem pewna ze efekt koncowy bedzie wart tej ceny.





1 komentarz:

  1. Hej, hej!!!
    Powiem Ci szczerze, że nie mogłam się doczekać Twojego nowego wpisu :)
    Po pierwsze ogromne gratulacje otzrymania kluczy i przeprowadzki!!! Bardzo się cieszę, że juz nie musisz przeżywać stresu związanego z oddaniem mieszkania.
    Trochę Ci zazdroszczę tych uczuc, jakie towarzyszą pierwszym dniom na nowym, własnym mieszkaniu- wzruszenie, radość, niedowierzanie- bezcenne :) Ale też troszkę współczuję ogromu roboty. Ja pamiętam, że po dwóch tygodniach miałam tak wszystkiego dość że siedziałam i ryczałam z tego wszystkiego i powiem Ci że nawet miałam chwilę w których żałowałam zakupu domu. Ale jak tylko skończyłam z malowaniem to reszta poszła już z górki :) I wreszcie mogłam zacząć cieszyć się tym wszystkim. I mimo że jeszcze nie wszystko jest skończone to juz żadne pudła nie walają mi sie po domu, nie ma nieporządku, moge nareszcie siąć i porelaksować się w salonie i wypić na spokojnie kawę :) Także głowa do góry i do przodu!!! narazie jest haos i zmęczenie ale przyjdzie taki dzień w którym siądziesz na nowej kanapie, wypijesz kawę z nowej filiżanki, rozejrzysz się po SWOIM PIĘKNIE URZĄDZONYM MIESZKANIU, zacznie Cie rozsadzac uczucie dumy i radości powiesz sama do siebie "zrobiłam to, doszłam do tego, chwilo trwaj!!!" Życzę Ci tego dnia z całego serca :)
    No i czekam na pierwsze zdjęcia, mam nadzieję że juz niedługo wkleisz pierwsze rezultaty :)
    Pozdrawiam :)
    Czarina z wizaż pl :)

    OdpowiedzUsuń